Babia Góra - Relacja z Wyprawy

Był chłodny marcowy wieczór... Wsiedliśmy do pociągu (bynajmniej nie byle jakiego)
i już nie było odwrotu...

W dniach 24-25.03, Studencki Klub EXTREM zorganizował w masywie Babiej Góry szkolenie: Sztuka przetrwania i bytowania w górach w warunkach zimowych!

Wysiedliśmy tam, gdzie diabeł mówi dobranoc, czyli u stóp Babiej Góry, a dokładnie w Zawoji Markowej. Wszystko wyglądało bardzo groźnie, ale nasza Drużyna Pierścienia, składająca się z 8 bardzo miłych Panów i 3 jeszcze milszych Pań ruszyła w las zielonym szlakiem w nadziei na niezapomnianą przygodę...

Prowadziły nas gwiazdy i instynkt przetrwania, tym silniejszy im więcej dowiadywaliśmy się o miejscowej faunie (głównie budzących się ze snu niedźwiedziach i wygłodniałych wilkach).

Około 4 rano dotarliśmy się na wysokość 1188 m. n.p.m. Tam znajdowała się baza naszego całego pobytu na terenie Babiogórskiego Parku Narodowego - niezwykle klimatyczne schronisko PTTK na Markowych Szczawinach. Kto z Was spędził tam choć godzinę, wie, że nie ma nic piękniejszego niż postój na szlaku w 100-letnim schronisku. My przeżyliśmy tam dwie naprawdę mroźne noce.

W sobotę rano, po pięciu godzinach snu, wyruszyliśmy na szlak. Celem był Diablak (1724,6 m. n.p.m.). Nasz przewodnik - pan Edward Hudziak, ratownik GOPR  z wieloletnim doświadczeniem, zaznajomił nas z podstawami poruszania się w górach, ale po przejściu "punktu krytycznego" - przełęcz Brona (1408 m. n.p.m.) mogliśmy się przekonać, że teoria to jedno, a praktyka drugie. Mozolnie wspinając się na szczyt musieliśmy walczyć z porywistym wiatrem, zadymką śnieżną i bardzo złą widocznością, która wahała się w granicach 5-10 metrów. Ale udało się - dotarliśmy na szczyt! Wygraliśmy tym samym walkę z własnymi słabościami, pogodą i terenem. Babia Góra jak gdyby doceniła nasze wysiłki i podczas schodzenia ze szczytu, warunki atmosferyczne poprawiły się a naszym oczom ukazała się wspaniała panorama Beskidu Żywieckiego i Makowskiego.

Po obiedzie zorganizowaliśmy zajęcia wieczorne. Wyposażeni w czekany, raki (sprzęt do poruszania się po ściankach śnieżno-lodowych), rakiety (służą do poruszania się w głębokim śniegu), latarki i światła chemiczne wyruszyliśmy w kierunku dziewiczych terenów Babiej Góry. Kombinacja: góry&zima&wspinaczka&noc może dostarczyć ekstremalnych wrażeń, a gdy do tego dodać doborowe SGHowskie towarzystwo emocje gwarantowane. Doświadczywszy licznych "wypadnięć" ze szlaku, nieco przemoczeni, ale jakże "pozytywnie doświadczeni" wróciliśmy do schroniska.
A tutaj czekało na nas już tylko jedno... Grzane piwoJ. Kolacja przedłużyła się do późnych godzin nocnych. Zdecydowaną "atrakcją wieczoru" był Pan Bogdan - przewodnik, którego barwne opowieści przyprawiły nas o bóle brzucha (naturalnie ze śmiechu).
Nakarmieni legendami z Babiej Góry, dość nietypowymi, bo o skaczących na głowę rysiach, wściekłych świstakach i naturalnie o Czengu (dla wtajemniczonych), czyli o wszystkim, co kształtuję góralską psychikę, udaliśmy się na spoczynek.

W niedzielę podjęliśmy próbę wejścia na Diablak od południowej strony (tzw. Perć Akademików), jednakże pogarszające się warunki atmosferyczne i duże zagrożenie lawinowe, spowodowane nagłym ociepleniem sprawiły, iż musieliśmy zrezygnować z dalszej wspinaczki. Nasze podejście zakończyliśmy na około 1600 m. n.p.m. , ale jeszcze tam wrócimy.
W międzyczasie część naszej grupy zasmakowała narciarstwa poza trasowego. Pan Edmund zapoznał nas ze sprzętem ski-tourowym i wyposażeni w foki (specjalny pasek nakładany na nartę, który umożliwia podchodzenie nawet pod bardzo strome zbocza) ruszyliśmy w górę. Dopiero mogąc obcować z dziewiczą przyrodą, podziwiając piękno Beskidów, walcząc ze swoimi słabościami podczas stromych podejść i karkołomnych zjazdów mogliśmy dostrzec prawdziwą naturę tego coraz bardziej popularnego sportu.

Jako drogę powrotną całkiem świadomie wybraliśmy sobie nieprzetarty szlak. Miał nam bardzo wiele do zaoferowania: dla estetów - piękne zimowe widoki, dla saperów - czające się z każdym krokiem niebezpieczeństwo zapadnięcia się po pas, po szyję... Echem  odbijało się tylko "jeszcze 15 minut" i "najgorsze już za nami".
Imponujące zaspy umilały nam skutecznie zejście czarnym szlakiem do Zawoji Podryzowane.
W naszej ekstremalnej wyprawie nie brakowało też odrobiny luksusuJ.
Naszym Eldorado była Karczma "Styrnol", w której tradycyjna drewniana architektura idealnie współgrała z bezprzewodowym Internetem (widać technika dochodzi wszędzie).

Droga powrotna dostarczyła nam kolejnej dawki ekstremalnych wrażeń, dzięki naszemu kierowcy w pełni zdaliśmy sobie sprawę, co znaczy "góralska wyobraźnia". Wracając z Zawoji do Krakowa byliśmy uczestnikami bicia rekordu prędkości osiąganej przez mikrobus w strugach rzęsistego deszczu, obserwowaliśmy wszystkie możliwe drogowe manewry i sposoby wyprzedzania. W ten sposób po około jednej godzinie pokonaliśmy ponad stu kilometrowy odcinek górskich serpentyn słynnej Zakopianki...

Potem już tylko spór o McDonalda, krakowski dworzec, pociągowe rozmowy o wyższości płci pięknej nad mężczyznami i na odwrót, sen i Warszawa. Piękne oderwanie od rzeczywistości...

Historie o mniejszym stopniu ocenzurowania dostępne u członków EXTREM-u. Zapraszamy wszystkich miłośników sportów ekstremalnych i nie tylko na czwartkowe spotkania. Kontakt z nami: skextrem@skextrem.pl

 

Ewa Osuch

powrót